Do utraty tchu. Przedwczesny finał Riverside Baja 2019

2019-05-14

Drobne uszkodzenie układu dolotowego powietrza do silnika wynikające z pechowego splotu okoliczności zaprzepaściło szanse Pawła Molgo i Janusza Jandrowicza na dobry wynik w  rajdzie Riverside Baja, który w miniony weekend został rozegrany na Węgrzech. Załoga NAC Rally Team może czuć jednak satysfakcję, bo do momentu wycofania się z zawodów jej Ford F150 EVO plasował się w ścisłej czołówce samochodów.

Trzy piątkowe odcinki specjalne, po których Paweł Molgo i Janusz Jandrowicz zajmowali 3. miejsce w stawce ze stratą zaledwie jednej sekundy do poprzedzających ich rywali, dowodziły, że warszawska załoga jest w znakomitej formie i ma apetyt na kolejne podium w tym sezonie. – Plan na sobotę był prosty: chcieliśmy zaprezentować sto procent naszych możliwości i walczyć o awans w klasyfikacji. Niestety czasem drobiazgi odgrywają znacznie większą rolę niż potrafimy przewidzieć – mówi lider zespołu.

Ową drobnostką, która zaważyła na losach występu, było uszkodzenie snorkela doprowadzającego powietrza do silnika. Pozbawione oddechu serce pojazdu opadło zupełnie z sił, uniemożliwiając kontynuowanie jazdy po bardzo wymagającej pod względem terenowym trasie. – Sobotni oes, który mieliśmy pokonywać czterokrotnie – dwa razy w jedną i dwa razy w drugą stronę – był pełen wybojów i kałuży błota – opowiada Paweł Molgo. – Posiadając informacje o ekstremalnych warunkach na trasie, postanowiliśmy nie ryzykować, zamykając (Ford daje taką możliwość) główny dolot powietrza i poprzestając na snorkelu, który dawał pewność, że woda czy błoto nie dostanie się do silnika. Plan był dobry. Od początku świetnie nam się jechało i wszystko szło po naszej myśli. Do czasu długiej, 3-kilometrowej prostej, na której – nie zważając na dziury – mknęliśmy z pedałem gazu wciśniętym do oporu, osiągając prędkość 180 km/h! Aż tu nagle silnik zupełnie stracił moc... 

Kierowca z pilotem zaczęli poszukiwać przyczyn awarii, jednak wszystkie systemy pokładowe pracowały prawidłowo, nie sygnalizując żadnych błędów. Ford nie był jednak w stanie kontynuować jazdy, mając odtąd problemy z pokonaniem byle kałuży błota. Zapadła trudna decyzja o zjechaniu z trasy oesu i powrotu do serwisu. 

– Naszym mechanikom też nie było łatwo znaleźć wytłumaczenie, dlaczego samochód nie chce jechać – relacjonuje Paweł Molgo. – Aż wreszcie po nitce do kłębka znaleźli winowajcę – okazał się nim malutki fragment snorkela, który poprzedniego dni ucierpiał, gdy urwaliśmy lusterko. Problem pogłębił się, gdy na dużej prędkości w rurze wytworzyło się ogromne podciśnienie, które wyrwało fragment gumy i „zaczopowało” dolot.   

Po jego udrożnieniu samochód odzyskał chęć do dalszej jazdy, ale szansa na dobry wynik była już bezpowrotnie stracona... By zaoszczędzić Fordowi tortur na trasie, która z każdym przejazdem kolejnej załogi stawała się coraz bardziej bezlitosna, szef zespołu NAC Rally Team postanowił zrezygnować z dalszej jazdy. Rajd w klasie samochodów zwyciężył ostatecznie Mirek Zapletal w Hummerze przed Zdenkiem Porizkiem z Fordzie F150 i Włodzimierzem Grajkiem w BMW X6.

– Walka o pietruszkę to nie dla mnie – mówi. – Zwłaszcza, gdy oznacza niepotrzebne ryzyko dla auta.. Dlatego wolałem wycofać się z bagażem nowych doświadczeń i spokojnie rozpocząć przygotowania do kolejnego rajdu – będzie nim druga runda Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych, która odbędzie się w drugi weekend czerwca w Kłodzku. Tam postaramy się powetować sobie niepowodzenie z Węgier.