Sztuka wyboru. Załoga NAC Rally Team zajmuje 2. miejsce w Rajdzie Terenowym Geotermia Lądek-Zdrój

2019-06-12

Po piątkowym, nieco pechowym rozpoczęciu zmagań w Rajdzie Terenowym Geotermia Lądek-Zdrój Paweł Molgo i Janusz Jandrowicz w sobotę rzucili się do odrabiania strat. Ostatecznie na mecie zameldowali się z wyśmienitym drugim wynikiem w grupie rajdówek T1.

Przebite koło na inauguracyjnym oesie kosztowało załogę NAC Rally Team kilkadziesiąt sekund straty. Opony ich Forda F-150 odegrały niestety również główną rolę w czasie sobotniej rywalizacji. – Źle założyliśmy, że sobotnie odcinki będą miały podobną charakterystykę co piątkowe i pozostawiliśmy samochód na oponach typu All Terrain – opowiada Paweł Molgo. – Jak się okazało, był to duży błąd, gdyż znaczne fragmenty trasy prowadziły po mokrej trawie, na której auto „tańczyło” bez żadnej kontroli, a po wyjściu z zakrętu – mimo 350 koni mechanicznych pod maską – nie chciało się rozpędzić. Wyhamowanie pojazdu pędzącego z prędkością 150 km/h w dół po zboczu również graniczyło z cudem. I tak moim zdaniem nieźle sobie poradziliśmy. Niestety na tych oponach musieliśmy przejechać dwa pierwsze sobotnie oesy i dopiero po nich była okazja, by zmienić je na błotne Wranglery. Po południu była to już zupełnie inna jazda, czego dowodem są nasze wyniki. Niestety odrobić straty było już piekielnie trudno, więc uznaję za ogromny sukces, że zawody zakończyliśmy na 2. miejscu w grupie T1 niedaleko za Zapletalem.

Dwa pierwsze z sobotnich oesów były prawdziwym sprawdzianem cierpliwości dla załogi byłych mistrzów Polski, którzy ostatecznie do swojego najgroźniejszego rywala z Czech (używającego od początku opony typu MT) stracili na nich odpowiednio 74 i 37 sekundy. Dodatkowo już niedaleko po starcie zmuszeni byli zatrzymać się na blisko 5 minut, by pomóc załodze UTV-a, która dachowała. Wypadek wyglądał groźnie, bo pilot nie dawał znaków życia, ale na szczęście skończyło się tylko na strachu. Poświęcony czas został im później zwrócony przez sędziów, ale – jak sami przyznają – zdarzenie to wybiło ich z rytmu jazdy i kosztowało sporo sił. 

Wymiana opon na błotne w trakcie serwisu na półmetku sobotniej rywalizacji okazała się strzałem w dziesiątkę, pozwalając warszawskiej załodze odrobić aż 48 sekund straty do załogi lidera. –  Gdybyśmy przez cały rajd jechali na Wranglerach, myślę, że moglibyśmy stoczyć bitwę o zwycięstwo z Mirkiem Zapletalem, do którego ostatecznie straciliśmy tylko nieco ponad minutę, pokonując go na przedostatnim i ostatnim oesie – stwierdza Paweł Molgo. – Szkoda straconej szansy, ale dobrze wiedzieć, że jesteśmy konkurencyjną załogą.

Choć nie wszystko poszło po myśli warszawskiej załogi, to jednak końcowy rezultat i ogrom wrażeń dały jej powód do satysfakcji. – Sam rajd oceniam bardzo dobrze – mówi szef NAC Raly Team. – Dobra organizacja, przepiękne widoki, świetne zaplecze. Nie podobał mi się jedynie fragment „kaloryfera” – czyli długa jazda na wprost, zawrotka i powrót znów w linii prostej – bo to żaden sprawdzian umiejętności, a jedynie przyczepności opon. Nadal nie mogę również zrozumieć pomysłu władz ze wspólną klasyfikacją leciutkich, piekielnie mocnych UTV-ów oraz znacznie cięższych samochodów. Wymieszanie nas prowadzi do niebezpiecznych sytuacji, czego dowodem było zderzenie, do którego doszło w sobotę. Rajd będę jednak wspominał bardzo dobrze i  chętnie wrócę tu za rok. Gdyby tak jeszcze udało się organizatorom pozyskać kilka kilometrów górskich tras, byłoby już perfekcyjnie! 

Dla zawodników rywalizujących w Rajdowych Mistrzostwach Polski Samochodów Terenowych nastał czas krótkich wakacji. Kolejna runda – 39. Rajd Polskie Safari odbędzie się dopiero na początku sierpnia.