1. dzień Baja Portalegre 2020 – błotne kąpiele załogi NAC Rally Team

2020-11-07
- To był prawdziwy Armageddon! W trakcie całej naszej kariery nigdy z Januszem nie ścigaliśmy się w tak ekstremalnych warunkach! Momentami miałem wrażenie, że uczestniczę w rajdzie przeprawowym – mówi Paweł Molgo z NAC Rally Team, który razem z Januszem Jandrowiczem w piątek rozpoczął zmagania w rajdzie Baja Portalegre 500.
 
Inauguracją pierwszego dnia walki na portugalskiej rundzie Pucharu Świata FIA był 3,3-kilometrowy odcinek kwalifikacyjny, który służył zawodnikom za rozgrzewkę, a jednocześnie... studził rozgrzane emocje. Po trzydniowych ulewach trasa prologu zamieniła się w błotnistą ślizgawkę, z którym nie radziło sobie terenowe ogumienie. - Z tego powodu dwukrotnie auto zupełnie wymknęło mi się spod kontroli i wypadło z trasy, na którą szybko jednak udało nam się powrócić – opowiada Molgo. - Nie pomagał fakt, że przed nami startowało kilkudziesięciu zawodników, którzy rozjechali ścieżkę przejazdu. Choć w naszych odczuciach prolog pokonaliśmy mimo wszystko dość szybko i sprawnie, uplasowaliśmy się jednak w połowie stawki. Lokalni kierowcy z pewnością doskonale wiedzą, jak radzić sobie na rozmokniętej glinie, która swoją specyfiką przypominała mi tylko kenijskie drogi po przejściu ulewy. Gdyby przyjechali do Drawska, pewnie to my mielibyśmy przewagę...
 
Po prologu załogi stanęły na starcie 75-kilometrowego odcinka drugiego. Deszcz nie przestawał lać, sprawiając, że po trasie przejazdu płynęło potoki wody zmieszanej z błotem. - Nigdy z Januszem nie jechaliśmy w tak ciężkich warunkach – komentuje kierowca NAC Rally Team. - Ostatnia deszczowa edycja Baja Poland to nic w porównaniu z tym, co spotkało nas tutaj. Momentami szyby naszego Forda zalewały potoki błota, a my przejeżdżaliśmy nawet stumetrowe odcinki, nie widząc dosłownie nic. Na dodatek urwaliśmy snorkel, więc cały czas drżeliśmy, aby silnik nie zassał wody. Po drodze pokonywaliśmy brody, które okazywały się prawdziwymi rzekami. Co chwilę mijaliśmy stojące na poboczu auta – zepsute bądź leżące na dachu. Naprawdę, czasem miałem wrażenie, że uczestniczę w rajdzie przeprawowym! To był istny rzeź niewiniątek, jak zauważył Janusz. 
 
Jakby tego było mało, po 50 kilometrach jazdy w polskim Fordzie pechowo zerwał się pasek systemu wspomagania kierownicy. Polacy mieli do wyboru albo naprawę w rajdowych warunkach, w strugach deszczu, albo dalszą jazdę z opornie działającą kierownicą. - Wybraliśmy opcję numer dwa, choć wiedzieliśmy, że prowadzenie auta będzie bardzo trudne – komentuje Paweł Molgo. - Trzeba by mieć ręce „Pudziana”, by utrzymać kierownicę, gdy auto walczy w koleinach i błocie. Pocieszaliśmy się, że do mety zostało już tylko dwadzieścia kilometrów, ale już po pięciu miałem serdecznie dosyć. Szczęście do końca nas jednak nie opuściło – na 54. kilometrze zatrzymali nas sędziowie, informując, że dalsza trasa jest nieprzejezdna i zapadła już decyzja o skróceniu oesu. Polakom spadł kamień z serca, choć zaczęli już się przyzwyczajać do arcytrudnych warunków i specyfiki trasy, na której debiutowali. Ich celem wciąż jest dotarcie do mety i zaprezentowanie się z jak najlepszej strony przed tłumami rozkochanych w rajdach cross-country kibiców, którzy mimo niekorzystnej pogody z bliska obserwują walkę zawodników. W chwili obecnej, po dwóch oesach, załoga NAC Rally Team plasuje się na 16. miejscu w klasyfikacji samochodów. Prowadzą Portugalczycy - Pedro Dias da Silva i José Janela, jadący Fordem Exr05 Proto. 
 
 
- Nasze auto jest już gotowe do dalszej walki – mówi Molgo. - Nie wiem, co jutro nas czeka, bo przecież warunki na trasie nie zmienią się. Ale damy z siebie wszystko! A przy okazji – czapki z głów przed załogami startującymi UTV-ami z otwartymi kabinami, a zwłaszcza przed Aronem Domżałą i Maćkiem Martonem, którzy choć są zalewani wodą i błotem, zajmują obecnie znakomitą 4. lokatę w klasyfikacji generalnej rajdu i 1. w grupie T4.