Marokańskie wspomnienia

2013-11-27

Arek Kwiecień / TERENOWO.PL - Jak doszło do Pańskiego startu w Rajdzie Maroka?

Przemysław Saleta: - Propozycja wyjazdu wypłynęła z NAC Rally Team. Nie trzeba mnie było długo przekonywać, lubię nowe wyzwania, a motoryzacja jest jedną z moich pasji. Spotkałem się z Pawłem Molgo, szefem zespołu, i szybko ustaliliśmy szczegóły. Pomysł tym bardziej mi się spodobał, gdy okazało się, że czeka na mnie miejsce w ciężarówce, która gabarytowo najbardziej mi odpowiada. 

- Nie był to jednak Pana pierwszy kontakt z rajdami terenowymi...

- Kiedyś jeździłem w Bieszczady na rajdy Autotrapera, w Merzoudze trenowałem na motocyklu, rok temu startowałem na quadzie w organizowanym przez Pawła Deżakowskiego rajdzie Sahara Rally w Tunezji. Ale najbardziej podoba mi się jazda terenową ciężarówką. Swego czasu prowadziłem już nawet rozmowy o starcie w Dakarze, ale nic konkretnego z tego nie wynikło. A rozmowa z Pawłem była rzeczowa: od razu uzgodniliśmy wszystkie szczegóły, terminy i w ten sposób dołączyłem do załogi Piotra Domownika i Janusza Jandrowicza w Unimogu. By wystartować w Dakarze, czeka mnie jeszcze dużo nauki i zdobywania doświadczenia. Nie posiadam nawet odpowiedniego prawa jazdy, ale na kurs zamierzam zapisać się do razu, gdy tylko wrócę z trzymiesięcznego wyjazdu do Tajlandii, dokąd za chwilę wylatuję. 

- Czyli gazety mogą już umieszczać tytuły: „Przemysław Saleta wystartuje ciężarówką w Dakarze!”?

- Na konkrety jest jeszcze za wcześnie, ale mogę potwierdzić, że na pewno taki mam zamiar. Dakar to rajd jedyny w swoim rodzaju. I jeśli do tego dojdzie, to najchętniej widziałbym siebie jako kierowcę ciężarówki. Oczywiście we współpracy z NAC Rally Team.

- Jak wygląda Afryka z wysokości kabiny Unimoga?

- Dużo ładniej niż z siedzenia motocykla czy quada! Jest mniej kurzu, jazda wymaga również mniejszego zaangażowania fizycznego. Motocykliści mają większe możliwości wyboru drogi przejazdu, podczas gdy ciężarowcy muszą raczej trzymać się wytyczonej trasy. I nieprawdopodobne, że te pojazdy to wytrzymują! 

- Czy marokański etap można porównać z walką full-contact w kick-boxingu?

- Na pewno towarzyszy im podobna adrenalina, do której jestem już przyzwyczajony, co w trakcie jazdy pozwala mi zachować spokój i reagować na zimno. 

- Czy w Maroku spotkały Was trudne chwile?

- Najgorsze były oczywiście awarie. W kabinie zwykle jest dosyć komfortowo, bo działa klima, ale raz zepsuł się system chłodzący – cały płyn wyciekł w piasek. Nie było innego wyjścia, jak włączyć ogrzewania na maksa i przy otwartych oknach kontynuować jazdę, zatrzymując się co parę kilometrów na chłodzenie silnika. Wtedy naprawdę zrobiło nam się gorąco! To był niestety ten dzień, w którym nie zmieściliśmy się w limicie czasu – zabrakło nam kilku minut. Ta usterka spowodowała, że choć wolno to jednak mogliśmy jechać. Gorzej było, gdy na początku jednego z etapów pękł pasek klinowy. Piotrek Domownik z naszą niewielką pomocą wymienił go w półtorej godziny! Później dowiedziałem się, że w profesjonalnych warsztatach taka naprawa w Unimogu zajmuje przeciętnie aż pięć godzin! Mamy więc powody do dumy. Ale gdy staliśmy nieruchomo na trasie, czas uciekał i mijali nas kolejni rywale, czuliśmy ogromną frustrację... 

- Czy zdarzyło Wam się zakopać na trasie?

- Na szczęście nie! Unimog to niesamowity pojazd. Wprawdzie nie jest bardzo szybki, bo na płaskim terenie rozpędza się do 120-130 km/h, podczas gdy Tatry jeżdżą po 150 km/h, w dodatku nic sobie nie robiąc z jednowykrzyknikowych dziur, ale na wydmach nic go nie potrafi zatrzymać. Jazda ciężarówką po wydmach jest zresztą dużo prostsza niż na motocyklu czy quadzie – po prostu jeździe się... na wprost! Kierowca musi tylko odpowiednio skalkulować prędkość, by nie zakopać się lub nie przeskoczyć przez szczyt. 

- Pańską domeną były dotychczas sporty indywidualne... Czy udało się już Panu zaaklimatyzować w NAC Rally Team? 

- Na rajdach terenowych, w Afryce, nie można polegać tylko na sobie, pomoc czasem bywa nieodzowna. Nie raz to my wyciągaliśmy z pułapek inne samochody, a gdy my zatrzymaliśmy się z powodu awarii, inne załogi również przystawały, by spytać, czy mogą nam pomóc. Wiadomo, z pustynią nie ma żartów! Jazda w takim zespole jak NAC Rally Team daje dużo frajdy! Między zawodnikami i serwisantami panują bardzo przyjacielskie relacje. Oczywiście wszystkim nam zależy na dobrym wyniku, mechanicy czasem nie śpią całą noc, ale nie ma tu niezdrowego ciśnienia. Przede wszystkim liczy się przyjemność z jazdy. Bardzo miło wspominam ten wspólny tydzień spędzony w Maroko.