Skip to content
Piotr Domownik

Piotr Domownik

W motoryzacji pasjonują go rozwiązania rzadkie i niekonwencjonalne. Tytuł Rajdowego Mistrza Polski Samochodów Terenowych zdobył własnoręcznie zbudowanym „Pająkiem” z niezależnym zawieszeniem o niebotycznym skoku 40 cm. Na wakacje jeździ z rodziną samodzielnie odremontowanym Volkswagenem „ogórkiem”, któremu stuknie wkrótce 40 lat (najdalej dotarł aż za Barcelonę). Po Warszawie najchętniej poruszałby się Toyotą Crown z 1980 roku, której jedyną wadą jest duże zapotrzebowanie na paliwo. I nawet w rajdach terenowych startuje obecnie ciężarówką Unimog, która na tle rywali wyróżnia się wzrostem i charakterem. Marzenie Piotra Domownika również jest wyjątkowe – to start w rajdzie Dakar, najlepiej w jego wersji afrykańskiej…

Zew motoryzacyjnej przygody czuł od najmłodszych lat. Pierwsze podróże po zasypanym śniegiem… Ursynowie odbywał jako nastolatek – bez wiedzy rodziców i prawa jazdy – za kierownicą Małego Fiata, pozostawionego przez jego wuja na przechowanie. – Wieczorem wykradałem kluczyki i ruszałem w miasto, o czym moi rodzice nie mieli zielonego pojęcia – wspomina. – Do czasu, gdy przyłapała mnie mama, zrobiła się z tego megaafera, choć na szczęście wujek nie miał do mnie pretensji. Dziś jednak, jako ojciec 10-letniej córki, gdy o tym pomyślę, włos jeży mi się na głowie…

Jego pierwszym autem była stara, 2-litrowa Mazda 626 w wersji coupe, od czasu której datuje się jego atencja dla japońskich samochodów. W czasach studenckich, gdy wybierał się na roczne studia do Hiszpanii, postanowił już kupić auto uniwersalne – takie jak Suzuki LJ80. Podróż miniaturową terenówką z Warszawy do Grenady (ca 3500 km) wraz z narzeczoną i bagażami zajęła mu cały tydzień i – być może – stała się zarzewiem jego miłości do… maratonów off-roadowych. U stóp Alhambry zetknął się z nimi po raz pierwszy – dokładnie pod oknami jego mieszkania przeparadowali rajdowcy biorący udział w zawodach Paryż-Granada-Dakar 1994. – Oczywiście wybrałem się do ich obozu, gdzie naoglądałem się rajdowych potworów: terenówek z silnikami umieszczonymi z tyłu, pierwszych prototypów Schlessera… – opowiada. – Dakar wówczas nieco inaczej wyglądał – był rajdem amatorskim, dalekim jeszcze od komercji, doceniającym techniczną „wynalazczość”. Patrzyłem i… zazdrościłem. Na Dakar, który stał się odtąd moim życiowym marzeniem, jeszcze nie dotarłem, ale wciąż zmierzam w jego kierunku.

Po powrocie z Hiszpanii spróbował sił w eliminacjach do Camel Trophy. Za pierwszym podejściem z rywalizacji o miejsce w polskiej reprezentacji odpadł szybko, ale następnym razem, w 1996 roku, doszedł już do finałowej czwórki. Ostatecznie przypadła mu rola rezerwowego – do Indonezji pojechał Jarek Kazberuk (z którym do dziś się przyjaźni) i Michał Kiełbasiński.

Kilka kolejnych lat zajęła mu budowa firmy i pielęgnacja unikatowych, motoryzacyjnych fascynacji – z tych czasów najmilej wspomina chwile spędzone za kierownicą Forda Capri i motocykla Yamahy XT. Pociągają go wyzwania twórcze i nietypowe. Do dziś odkłada na półkę pomysły, do których zamierza wrócić „na emeryturze” – na przykład projekty elektrycznych samochodów czy kamperów z napędem 4×4.

Nieodparty magnetyzm bezdroży przyciągnął go na powrót w roku 2003, gdy postanowił obejrzeć z bliska rajdy terenowe rozrywane w Polsce. – Wybrałem się na kilka eliminacji jako kibic, przeczytałem regulamin i… postanowiłem wystartować! – śmieje się. – Przepisy były wtedy dość liberalne i tak naprawdę w zawodach można było wystartować dowolnym autem. Swoją „rajdówkę” zbudowałem na bazie Subaru Leone, który miał fajny, benzynowy silnik 1.8 turbo, reduktor (z dość mizernym przełożeniem 1:1,2), a przede wszystkim „nic nie ważył”. W dodatku wyciąłem z niego wszystko co zbyteczne. Zawieszenie pozostało oryginalne, a jedyną modyfikacją były amortyzatory Bilstein. Maskę zbudowaliśmy z plastiku i drewna. Na koniec całą karoserię wymalowałem minią, dzięki czemu zwracaliśmy na siebie uwagę charakterystycznym, „rdzawym” kolorem. Oczywiście nie mieliśmy żadnych szans w rywalizacji, ale za to bawiliśmy się przednie (od drugiego sezonu moim stałym pilotem został Janusz Jandrowicz) i przy okazji zdobywaliśmy doświadczenie.

Kolejne auto miało już być zbudowane od podstaw i walczyć o wyniki. Piotr Domownik do pracy podszedł metodycznie, studiując uważnie regulamin i tworząc komputerowy projekt rajdówki. Wzorem Dakarówek oglądanych w Granadzie silnik (pożyczony z Corvette) umieszczony został z tyłu, a całe zawieszenie miało konstrukcję niezależną. I na dodatek charakteryzowało się aż 40-centymetrowym skokiem! Debiutancki sezon startów w RMPST okupiony był jeszcze licznymi awariami, ale jego twórca miał niezachwianą wiarę w powodzenie przedsięwzięcia. W 2007 roku „Pająk” – pseudonim wziął się od dużego rozstawu niezależnie zawieszonych kół – pokazał na co go stać, sięgając po tytuł mistrzowski. Rok później również do samego końca walczył o zwycięstwo i tylko pech zadecydował, że ostatecznie zajął 3. miejsce w końcowej klasyfikacji.

Wraz z wprowadzeniem nowych przepisów FIA w Polsce „Pająki” i inne SAM-y odeszły w niepamięć, skazane na starty w nielicencjonowanych zawodach. Piotr Domownik rozpoczął wówczas budowę dwóch (dominujących od lat w Dakarze) Mitsubishi Pajero grupy T1 i T2. Kiedyś do jego warsztatu Rally4x4 zajrzał przypadkiem Paweł Molgo i tak rozpoczęła się historia NAC Rally Team. – Paweł dał się przekonać do startów naszym Pajero T2, którym w 2011 roku wywalczył tytuł mistrza Polski grupy T2 i wicemistrza Europy Centralnej FIA CEZ – opowiada Piotr Domownik. – Ja chwilę startowałem Pajero T1, po czym – wraz z obraniem przez nasz team kierunku „maratońskiego” – przesiadłem się do ciężarowego Unimoga U400. Dziś nie chciałbym go już na nic zamienić, czuję się w nim doskonale (choć nie jest produkcji japońskiej). Z Japonii pochodzi natomiast nowe auto Pawła – Toyota VDJ200, która ma niesamowite możliwości. Czuję, że przeżyjemy dzięki niej wspaniałą przygodę. 

Przygodę taką jak… Dakar, o którym marzą wszyscy członkowie NAC Rally Team. Piotr Domownik (na przekór swym wędrowniczym zamiłowaniom zwany przez przyjaciół „Domatorem”) dwukrotnie już obserwował z bliska badania techniczne rajdu; w 2008 roku zamierzał jako dziennikarz pokonać jego trasę Nissanem Patrolem, ale z powodu zagrożenia terrorystycznego zawody zostały wówczas odwołane. Z atrakcjami, jakie charakteryzują maratony terenowe, mógł zapoznać się z bliska podczas kilku startów w Afryce i Rosji. W roku 2012 wraz z Beatą Sadowską i Jarosławem Kazberukiem dotarł Unimogiem do mety rosyjskiego rajdu Silk Way Rally, który nazywany jest „europejskim Dakarem”. W latach 2012 i 2013 dwukrotnie z powodzeniem pokonywał również trasę tygodniowego maratonu OiLibya Rally of Morocco, w czym wspierał go m.in. terminujący u niego Przemysław Saleta.

– W przeciwieństwie do rajdów płaskich, które po prostu mnie nudzą (a miałem okazję skosztować ich za kierownicą  Renault 5GT Turbo), rajdy cross-country kocham za ich wieloaspektowość – mówi Piotr Domownik. – Tu nie wystarcza być dobrym kierowcą, ale równie ważne są umiejętności techniczne (gdy awaria zdarzy się na środku pustkowia), nawigacyjne, logistyczne… Dochodzą do tego piękne miejsca i krajobrazy, nigdy nie brakuje przygód. Nie ma dla mnie nic wspanialszego, niż przyroda okiełznana za pomocą ukochanej motoryzacji! Stąd bierze się moja fascynacja Afryką i Dakarem… Cieszę się, że niebawem dwukrotnie odwiedzę Czarny Kontynent: przy okazji Africa Race, w którym wystartuję naszym Unimogiem, oraz East African Safari Classic Rally, w którym będę pełnił rolę pilota Pawła Molgo w jego Mercedesie 450 SLC.

Najważniejsze sukcesy:

Mistrzostwo Polski RMPST 2007 w klasyfikacji generalnej

Mistrzostwo Polski RMPST 2007 w klasie O1

II vice-mistrzostwo Polski RMPST 2008 w klasyfikacji generalnej

II vice-mistrzostwo Polski RMPST 2008 w klasie O1

II miejsce w klasie sport w RMF Morocco Challenge 2010

III miejsce w Pucharze Polski Cross Country 2011 w klasie T1

I miejsce w klasie ciężarowej w RMF Morocco Challenge 2011