Skip to content

Team

NAC Rally Team to zespół, który powstał z pasji do motoryzacji. Jego członkowie to grupa doskonałych kierowców, pilotów oraz mechaników, którzy mają na swoim koncie ogromne sukcesy zarówno na polskiej, jak i europejskiej scenie rajdowej. Mogą oni poszczycić się najwyższymi osiągnięciami, m.in. Mistrzostwem Polski RMPST 2011, 2014 i 2015

Miłość do motoryzacji ma w genach – jego ojciec był właścicielem wspaniałego niemieckiego roadstera marki Wanderer, wyprodukowanego jeszcze przed wojną. Szybkie i piękne auta towarzyszą mu więc od lat najmłodszych. – Odkąd pamiętam, zawsze ciągnęło mnie do samochodów – wspomina. – To moja wielka życiowa fascynacja.

Jako nastoletni młodzieniec, w latach 70., kibicował zawodnikom startującym w Rajdzie Warszawskim, podziwiając rozmach imprezy i umiejętności kierowców. Z czasem stał się nałogowym kibicem motosportu i odliczał dni do ukończenia 16. roku życia, kiedy mógł wreszcie ubiegać się o prawo jazdy. W wieku 18 lat został właścicielem swego pierwszego auta, którym był… Maluch. A już miesiąc później w trakcie treningów na piasku wywrócił swoją „rajdówkę” na dach!

W latach 80. u boku swego przyjaciela, a później znakomitego kierowcy Pawła Przybylskiego, stawiał pierwsze kroki w popularnych KJS-ach. Z czasem, gdy nabrał doświadczenia, zaczął pojawiać się na starcie wyżej notowanych rajdów strefowych. Przyjaźń z Przybylskim okazała się w pewnym stopniu… przekleństwem. Nadzwyczajne umiejętności kolegi działały deprymująco i coraz częściej zadawał sobie pytanie, czy to jego właściwa droga życiowa. – Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że obok Bublewicza i Kuliga to największy talent w historii polskiego motosportu! – mówi. – Czasem siadałem u niego na prawym fotelu i obserwowałem, jak genialnie prowadzi samochód. Gdy próbowałem go naśladować, nierzadko… kończyłem w rowie.

Team

Paweł
Molgo

W motoryzacji pasjonują go rozwiązania rzadkie i niekonwencjonalne. Tytuł Rajdowego Mistrza Polski Samochodów Terenowych zdobył własnoręcznie zbudowanym „Pająkiem” z niezależnym zawieszeniem o niebotycznym skoku 40 cm. Na wakacje jeździ z rodziną samodzielnie odremontowanym Volkswagenem „ogórkiem”, któremu stuknie wkrótce 40 lat (najdalej dotarł aż za Barcelonę). Po Warszawie najchętniej poruszałby się Toyotą Crown z 1980 roku, której jedyną wadą jest duże zapotrzebowanie na paliwo. I nawet w rajdach terenowych startuje obecnie ciężarówką Unimog, która na tle rywali wyróżnia się wzrostem i charakterem. Marzenie Piotra Domownika również jest wyjątkowe – to start w rajdzie Dakar, najlepiej w jego wersji afrykańskiej…

Zew motoryzacyjnej przygody czuł od najmłodszych lat. Pierwsze podróże po zasypanym śniegiem… Ursynowie odbywał jako nastolatek – bez wiedzy rodziców i prawa jazdy – za kierownicą Małego Fiata, pozostawionego przez jego wuja na przechowanie. – Wieczorem wykradałem kluczyki i ruszałem w miasto, o czym moi rodzice nie mieli zielonego pojęcia – wspomina. – Do czasu, gdy przyłapała mnie mama, zrobiła się z tego megaafera, choć na szczęście wujek nie miał do mnie pretensji. Dziś jednak, jako ojciec 10-letniej córki, gdy o tym pomyślę, włos jeży mi się na głowie…

Team

Piotr
Domownik

Choć nie jest kierowcą zawodowym, na swym koncie ma już ponad półtora miliona kilometrów. Pokonanych głównie w Europie, ale również Australii i Afryce. Choć lubi prowadzić samochód, dużą przyjemność znajduje również w nawigowaniu, w czym jest prawdziwym mistrzem. Oto Janusz Jandrowicz – pilot NAC Rally Team, zdobywca tytułów mistrza Polski RMPST 2007 i 2014.  

Samochody zawsze przyciągały go jak magnes, dlatego już dzień po ukończeniu 17. roku życia był  szczęśliwym posiadaczem prawa jazdy. Od tej chwili jego osobisty licznik kilometrów zaczął kręcić się w zawrotnym tempie. W czasach młodości zjeździł całą Europę w poszukiwaniu najlepszych stoków do uprawiania ukochanego narciarstwa. Na jednym z wakacyjnych wypadów do Norwegii wraz z kolegami ze studiów potrafił nowiutkim autem z wypożyczalni przejechać w trzy dni aż pięć  tysięcy kilometrów, wprawiając właściciela firmy w bezgraniczne zdumienie. Mimo iż na co dzień wiele czasu spędza „za kółkiem” z powodu częstych podróży służbowych, również na wczasy najchętniej wyjeżdża własnym autem z przyczepą – po dotarciu na kemping „domek na kółkach” służy mu jako baza wypadowa, a samochodem zwiedza wraz z rodziną i przyjaciółmi urokliwe zakątki świata.

Team

Janusz Jandrowicz

Ernest Górecki swoje pierwsze kroki w off-roadzie stawiał – dosłownie – w… błocie. Kilkanaście lat temu wraz ze swoim tatą, Robertem, zaczął startować przebudowanym Land Roverem 110 w wersji pick-up w rajdach przeprawowych, w których szybko zaczęli razem odnosić sukcesy. Do dziś wspomina trwające 36 godzin non stop zmagania w Expedycji Kaszubia, w której rodzinna załoga Góreckich z powodzeniem rywalizowała z czołowymi polskimi załogami. Występ w rajdzie Berlin-Wrocław 2005 skierował ją na nieco inne ścieżki – w tygodniowym maratonie zawodnicy musieli wykazać się nie tylko umiejętnościami poruszania się w ekstremalnie trudnym terenie, ale również talentem do szybkiej jazdy cross-country, która z miejsca stała się ich nową pasją. Zamiana dzielnego Defendera na rączego Tomcata już w następnym sezonie pozwoliła im wziąć udział w tygodniowych maratonach organizowanych w Afryce – marokańskim Touareg Rally i tunezyjskim El Chott. Spełnili również marzenie, które przyświeca wielu off-roaderom – w styczniu 2007 roku stanęli na starcie rajdu Dakar. W osiągnięciu celu, czyli mety najsłynniejszego rajdu terenowego na świecie, przeszkodziła im niestety nagła choroba kierowcy, którego z trasy ewakuować musiał helikopter medyczny. Ernest Górecki pozostawiony na środku mauretańskiej pustyni nie dał jednak za wygraną i sam pokonał Tomcatem kilkaset kilometrów dzielących go od kolejnego obozu.

Ernest Gorecki

Ernest 
Górecki

W rajdowym świecie wciąż uchodzi za młodzieńca (dopiero niedawno stuknęła mu trzydziestka), ale doświadczenie, które zdążył już nabyć, stawia go w roli starego wyjadacza. Ponad 100 rajdów na światowym poziomie (w tym 7 Dakarów!), nieliczona ilość sukcesów i współpraca z najlepszymi w swoim fachu. Maciej Marton, który na dobre zajął miejsce na fotelu pilota u boku Pawła Molgo, nie zamierza zwalniać tempa i celuje bardzo wysoko.

Mówi, że rajdową szkołę podstawową zaliczył u swego taty – Rafała Martona, wielokrotnego mistrza Polski i Europy Centralnej w rajdach cross-country. Maciek miał 11 lat, gdy jego ojciec zaliczał swój debiutancki start w Dakarze, zapewne nieświadom jeszcze, że rajdowym bakcylem zarazi również syna, który dwie dekady później stanie na najniższym stopniu dakarowego podium. By stało się to możliwe, konieczne było ukończenie „szkoły średniej” i „uniwersytetu” pod okiem „profesora cross-country” – Czecha Miroslava Zapletala. 

MaciekMarton

Maciek 
Marton